Użyj ← → (strzałek), żeby przeglądać

Justyna Zienkiewicz z 8razy5.pl

Wstaję zwykle o 6 rano, mimo że to najtrudniejszy element w ciągu całego dnia. Dlaczego tak wcześnie? Przecież jestem freelancerem i tak naprawdę mogę zacząć pracę o której chcę. Niby tak, ale odkryłam, że najlepiej pracuje mi się rano – rozpraszających powiadomień jest jeszcze mało, pies też nie powiadamia, że jest głodny, bo dopiero co wrócił ze spaceru i dostał pełną michę. Po śniadaniu siadam do pracy około 6:40 i zaczynam od kawy, budzącej muzyki i przeglądania, „co tam słychać w internetach” oraz u klientów. Poranek to też najlepszy czas dla mnie na pisanie na blogu – mam wtedy fajne flow i idzie mi to naprawdę sprawnie – zwykle do 9 bloga i prasówkę mam odhaczoną.

Kiedy wiem, że czeka mnie dużo pracy, np. w nadchodzącym tygodniu, zerkam w terminarz, w którym poprzedniego dnia wieczorem rozpisałam sobie wszystko, co powinnam zrobić. I działam, zaczynając od rzeczy, które są dla mnie najmniej fajne, żeby mieć je za sobą, zgodnie z GTD, te, które zajmą mi mniej niż 2 minuty staram się wykonywać od razu. Wiem już, jakie mam możliwości, jeśli chodzi o czas wykonywania danego zadania, więc od jakiegoś czasu staram się dzielić pracę na bloki godzinowe – od 9 do 11 tworzę treści, od 11 do 13 oferty itd. Dzięki temu wszystko idzie mi sprawnie i nie mam czasu na zerkanie na powiadomienia i na zajmowanie się innymi sprawami. Zwykle około 13-14 przygotowuję obiad, a potem wychodzę na spacer z psem. Czas między 15 a 17 jest dla mnie zupełnie bez pracy (chyba że jest coś bardzo, bardzo ważnego do zrobienia, to nawet nie wstaje od biurka), więc wtedy robię sobie przerwę od pracy. Potem zerkam na listę i jeśli jest coś, co mogę przełożyć na jutro, to po prostu to robię, ale robię to następnego dnia w pierwszej kolejności, nigdy za dwa, trzy, tydzień, bo mi to strasznie „ciąży”. Jeśli coś muszę zrobić tego samego, to to robię. Można powiedzieć, że od tej 17 mam nienormowany czas pracy i czasem siedzę do późnych godzin, bo tworzę coś na blogu albo dla klienta, albo po prostu nie i mam wolne.

Cenię w swojej pracy to, że mogę w środku dnia wyjść na kawę, pójść na zakupy, pobawić się z psem, czy po prostu nie pracować. Ostatnio miała taki dzień, że wskazówki zegara zastygły, a zadania niby wykonywałam, ale tak naprawdę nie. Stwierdziłam – dziś nie jest Twój dzień i po prostu ok. godziny 11 odpuściłam na rzecz czytania. Do pracy usiadłam następnego dnia z naładowanymi akumulatorami.

Użyj ← → (strzałek), żeby przeglądać