Nie, ten wpis nie będzie klasyczną i sztampową recenzją książki, będzie raczej moją refleksją po jej przeczytaniu. Na blogach zarabiam od około dwóch lat, a piszę od tym dopiero od ponad roku. Nadal są to zdecydowanie za niskie kwoty, by móc się tym chwalić. Ale to mnie motywuje, a motywacja jest potrzebna każdemu.

I właśnie dlatego ten wpis. Jestem świeżo po przeczytaniu pierwszej książki Kominka (Tomka Tomczyka) „Bloger”. Skłamię pisząc, że przeczytałam ją jednym tchem. E-booka dostałam zanim jeszcze dotarła do mnie wersja papierowa. Miałam dużo czasu na przeczytanie go, ale co jakiś czas się zatrzymywałam. Musiałam od Kominka odpocząć, przyswoić, przemyśleć. Mogłam zasiąść do książki i czytać ją godzinami, ale mogłam też czuć, że nie – to jeszcze nie czas, by do niej wrócić. Nie było jednak tak, że zapominałam o „Blogerze”, gdy go nie czytałam. Zupełnie odwrotnie! Przez kilka dni co rusz w mojej głowie pojawiała się myśl z książki, analizowałam ją, próbowałam przystosować do swojego podwórka… a potem? Potem wracałam do książki chłonąc ją ponownie.

Właśnie skończyłam ostatnią stronę. To najlepszy moment, żeby podsumować to, co z tej książki wyniosłam. Na świeżo, jeszcze z emocjami.

Jeśli szukasz suchego poradnika, jak prowadzić bloga i na nim zarabiać, nie zabieraj się nawet za czytanie. Owszem, znalazłam tam wiele porad, jednak żadna z nich nie była dla mnie nowością. „Bloger” ma za to zupełnie inną, niezmiernie wielką zaletę! Cholernie motywuje do działania! Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że ta książka była jedną z bardziej mnie angażujących. Kominek, mimo że doskonale o tym wie i się z tym nie kryje, ma ogromny talent i tak lekkie pióro, że mógłby pisać o wypasie owiec w Bieszczadach i to zapewne byłoby ciekawe.

Ta książka jest dla tych, którzy próbują rozpocząć swoją karierę blogową. Będzie doskonała dla tych, którzy zastanawiają się, w którą stronę pójść – stawiać blogi masowo, o byle czym, mini strony? Czy może lepiej zbudować jednego, porządnego blogaska i związać z nim całe życie? Sami wiecie, jak to pytanie pojawia się często na tym blogu.

Ta książka była też idealna dla mnie! Jestem blogerką od 2007 roku. Prowadzę kilka blogów z sercem, a kilka mam kompletnie gdzieś – zostały stworzone na potrzeby kasy. Teraz wiem, że to nie ma sensu.

Jest kilka fragmentów w powyższej książce, z którymi się nie zgadzam, to jasne. Nie uważam na przykład, żeby tworzenie jednego bloga było lepsze od tworzenia kilku, ze względu na tematykę. Blogi o wszystkim, są najczęściej o niczym (chyba że piszesz tak zajebiście, że wszyscy będą zachwyceni czytaniem zarówno o kosmetykach, jak i tłumikach do samochodu). Nie zgadzam się również z tym, że olewanie SEO jest ok. Kominek ma to gdzieś, jak sam z resztą twierdzi, bo woli mieć stałych użytkowników. Spoko, jasne, ale moim zdaniem równie dobrze mieć tych stałych, jak i nowych. To właśnie oni klikną w reklamę, a nie ci, którzy bywają u Ciebie codziennie. Oczywiście, wszystko zależy, jaką drogą pójdziesz, ale bez względu na to, wysokie pozycje w wyszukiwarce warto mieć.

Kominek należy do tej grupy osób, które cenię najbardziej. On wie, że jest lepszy od innych i może osiągnąć więcej od innych, a do tego się z tym nie kryje. Nie ma bowiem niczego gorszego, jak fałszywa skromność! Mimo że czasem jest wkurzający i zapatrzony w siebie, to czyta się go rewelacyjnie. Jeśli uważasz, że jesteś zajebisty, to nie bój się o tym mówić. I twórz właśnie takiego bloga. Jeśli już zacząłeś, koniecznie przeczytaj tę książkę!

Możesz ją kupić tutaj.