Przeczytałam jakiś czas temu artykuł Pracujący biedni: Harują, ale zarabiają grosze. Jest ich w Polsce coraz więcej. I jest mi naprawdę przykro, że jest w ogóle w Polsce takie pojęcie, jak “pracujący biedny”. Każdemu, kto pracuje, należą się godziwe pieniądze.

Ale. No właśnie, jak zwykle się pojawia. Ale trudno będzie się nam, Polakom ogarnąć, jeśli nie przełkniemy tej super roszczeniowej postawy, że się nam po prostu bezsprzecznie najlepsza praca należy.

A taki wydźwięk ma ten artykuł. Najbardziej wzburzyło mnie zdanie “Bo to, co dziś oferuje im rynek pracy, to najczęściej śmieciowe posady w usługach, zwykle gastronomii i call centers.”. Serio? Posady w usługach są złe? W gastronomii? A praca w call center jest taka zła? Nie rozumiem, co jest złego w zaczynaniu od takiej pracy. Ja zaczynałam swoją ścieżkę zawodową jako dostawca pizzy zarabiając 3,5 zł na godzinę. Na czarno rzecz jasna. To nauczyło mnie pracy i odpowiedzialności. Atmosfera w tej pracy była okropna, więc ją zmieniłam, na… dostawcę naleśników za 4,5 zł! To już było na bogato.

W swojej pierwszej pracy “w zawodzie” (tym, który wykonuję obecnie, a nie wyuczonym) zarabiałam 1800 zł. Również na czarno. I jakoś przyjęłam to na klatę, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że to, jak będzie wyglądała moja przyszłość, zależy tylko ode mnie. Nie spodziewałam się, że na start dostanę 3000 zł, umowę o pracę i w ogóle będzie świetnie.

Nie ma się co dziwić, że dla niektórych młodych nie ma pracy, jeśli:

  • poszli na studia, które co roku kończy milion absolwentów i najzwyczajniej w świecie rynek jest tak zapchany, że nie pomieści więcej takich specjalistów. I to bynajmniej nie jest wina państwa, że “nie ma pracy w Twoim zawodzie”
  • podczas studiów nie robili nic. Zupełnie nic. Nie mówię o robieniu kariery zawodowej. Mówię raczej o dorabianiu sobie. W McDonaldzie, w Call Center właśnie, w sklepie. Gdziekolwiek. Jakakolwiek praca uczy odpowiedzialności. A nie powiesz mi, że taką pracę trudno znaleźć. Dostać.
  • są nieogarnięci życiowo. Całe życie polegali na mamusi czy tatusiu i to oni robili wszystko za nich. Po prostu teraz, gdy trzeba wziąć życie w swoje ręce, to nie umieją.
  • za młodu powtarzano im, że są najlepsi, najpiękniejsi, najmądrzejsi. I żyli w tym przeświadczeniu i z myślą, że w życiu będzie im łatwo, bo przecież naj, naj i naj.

Przypominam, nie mamy już komuny, to nie jest tak, że każdemu należy się po równo. Że każdy po prostu powinien dostać taką pracę jaką chce, najlepiej od razu zarobkami, jakie chce. I dorzućmy jeszcze mieszkanie, bo przecież kiedyś można je było dostać za grosze, a teraz trzeba je spłacać pół życia.

Żeby osiągnąć w życiu sukces, trzeba naprawdę mocno zapieprzać. Nie ma pracy w Twoim zawodzie? Zarabiasz 1200 zł? Doszkol się, przebranżowij, zmień pracę. Brzmi jak wypowiedź Komorowskiego do młodego chłopca? On miał dużo racji! To nie jest tak, że w życiu po prostu Ci się należy. Masz 20-30 lat? Masz jeszcze kupę czasu, żeby wziąć życie w swoje ręce i odpowiednio je poprowadzić. Zapisz się na jakiś kurs, czytaj, zagłębiaj. Może warto zaryzykować słabo płatnym stażem?