Każdy z czytelników tego bloga wie, że jedzenie „na mieście” generuje niepotrzebne wydatki. Pisałam o tym zresztą tutaj: skończ jeść na mieście, ty leniuszku. Ale czasem nie ma innej opcji, bo jesteśmy mega zabiegani, nie mieliśmy czasu przyrządzić sobie obiadu w domu, albo jesteśmy w delegacji i fizycznie nie jesteśmy w stanie sami przygotować sobie posiłków, albo wypada nam jakieś spotkanie, którego wcześniej nie dało się przewidzieć. Albo po prostu bardziej się nam opłaca zjeść w ten sposób, niż gotować, bo przecież na przygotowanie posiłków też schodzi dużo czasu. Jeśli doskonale wiesz, ile warta jest godzina Twojej pracy, to w prosty sposób to wyliczysz.

Pamiętaj jednak, że jedzenie „na mieście” niekoniecznie oznaczać będzie wypłukanie Twojego portfela. Poznaj kilka tipów, które sprawią, że nie wydasz fortuny.

Happy Hours

Bardzo wiele lokali gastronomicznych oferuje znacznie niższe ceny w godzinach niestandardowych. No wiesz, na przykład do 13. Można wtedy zjeść nawet 30-40% taniej. Grunt to odpowiednio nastawić się na wcześniejsze jedzenie, czyli np. śniadanie skonsumować o normalnej godzinie, typu 8-9.

W przypadku miejsc przy mojej pracy, jest tego naprawdę dużo – można zjeść taniej średnio o 5-7 zł na posiłku, a to w skali tygodnia robi różnicę.

Happy hours mogą też działać w porach późniejszych, na przykład po 19 czy 20, kiedy już mało kto je obiad. Wtedy jest jeszcze lepiej! Bo często są to zniżki pięćdziesięcioprocentowe. Dobrze to działa w lokalach z jedzeniem na wagę. Chcą wykończyć to, co oferują danego dnia, żeby następnego wystartować już ze świeżym.

Kupony

Ostatnio coraz bardziej popularny sposób na oszczędzaniu na jedzeniu, głównie w sieciach typu Fast Food. McDonalds, KFC, Burger King, Nord Fish, Subway i inne coraz częściej oferują swoim klientom kupony zniżkowe na poszczególne pozycje menu. I wcale nie musimy latać po wszystkich sieciówkach i zbierać papierowych wersji tych kuponów. Wystarczy tylko pobrać aplikacje.

Niektóre restauracje mają swoje oficjalne aplikacje, np. McDonalds i KFC. Inne współpracują z aplikacją Qpony (która agreguje wszystkie tego typu oferty, co jest mega plusem, bo nie trzeba mieć zainstalowanych pięciu różnych apek) i zachęcają do pobierania kuponów właśnie przez nią.

Pobierz Qpony:

Za pomocą tego typu kuponów można naprawdę nieźle przyoszczędzić. Przykład: Zestaw BicMac w McDonaldzie kosztuje wtedy np. 10 zł, a nie 15 zł. KFC np. jak ma kupony, to ma coś, czego nie ma w normalnej ofercie – moje ulubione 5 stripsów + frytki za jedyne 10 zł. Nie chcę tutaj otwierać dyskusji na temat jedzenia w fast foodach, bo nie o to chodzi, ale chyba każdy zgodnie przyzna, że czasem mu się zdarza.

A jeszcze słowo o Qponach – plus posiadania tej apki jest też taki, że w zależności od lokalizacji, dobierze ona dla Ciebie też zniżki np. w małych lokalach, które nie są sieciówkami. Jasne, do tego trzeba mieszkać w dużym mieście, ale to chyba zasadne.

A gdyby ktoś z Wrocławia chciał się wybrać, to 29 marca odbędzie się w centrum handlowym KORONA weekend zniżek. Może być fajna akcja.

Zniżka dla pracowników biurowca, w którym pracujesz

Dobra wiadomość dla korpoludków. Jeśli siedziby Waszych firm znajdują się w biurowcach, a obok są na przykład restauracje czy bary, bardzo prawdopodobne, że będziecie mieć tam zniżkę. Tylko dlatego, że tam pracujecie i tylko po to, żebyście tam wiernie powracali.

U mnie np. w jednym miejscu mam 15% zniżki, a w innym aż 20%! Przy obiedzie za dyszkę, to zawsze 1,5 zł – 2 zł oszczędności.

Zniżka studencka

Najbardziej powszechna zniżka, niestety błyskawicznie się kończy! Wystarczy tylko skończyć studia. Ja już szczerze mówiąc nie pamiętam czasów, gdy mogłam z niej skorzystać. Do dziś jednak czasem w knajpach kelnerka zapyta, czy legitymacja studencka jest. To takie miłe! 😉 Szanuj więc to, że masz status studenta. No i spokojnie 20% taniej będzie.

Pro tip: To dotyczy też piwa 😉

Kup dużą porcję na dwie osoby

Nie będzie żadną nowością to, że napiszę, że więcej oznacza taniej. Dlatego, jeśli wybierasz się jeść z kimś jeszcze, zastanówcie się nad wzięciem wielkiej porcji i podziale jej na pół. Zamiast zapłacić po 15 zł na głowę, zapłacicie pewnie max. 25 za dwie osoby. Nie powinno być też problemu z podziałem tego na dwa talerze.

Nie zamawiaj napoju

Jeśli koniecznie chcesz zjeść na mieście, ale nie chcesz przesadzić z kasą, zastanów się nad tym, by odpuścić sobie napój. To najczęściej co najmniej dodatkowe 5 zł do dania. Jeśli Twój obiad kosztuje 15, to daje już dwie dyszki. A przecież możesz się później, jak zjesz, napić wody.

A jakie Ty masz jeszcze pomysły na oszczędzanie na jedzeniu „na mieście”?