To pytanie zadają mi moi bliscy co jakiś czas. A ja odpowiadam, że nie mam wyjścia. Mówisz, że zawsze jest jakieś wyjście? Nie do końca. W tym wpisie zobaczysz dlaczego. Mam za sobą kolejny pracujący weekend, ale nie jest źle, bo mam motywację.

Piątek, wracam po pracy do domu. Na szczęście obiad już na mnie czeka. Włączamy dla odmóżdżenia kolejny odcinek Na wspólnej. Potem jeszcze jakaś kawka na balkonie. 17 30 na zegarze. O 20 na imprezę, więc trzeba się sprężyć. Siadam do komputera. Odpisuję klientom na maile, poprawiam kilka pierdół w sklepie internetowym, oczyszczam profil linków dla jednej z domen. Ups, 19 40. Chyba czas się zbierać. Jedziemy na imprezę, wracamy w nocy, rano wstaję. Przygotowuję śniadanie, jakieś tam pitu pitu z Dzień Dobry TVN w tle. No i zabieram się do pracy. Muszę do końca przyszłego tygodnia napisać rozdział książki (niedługo napiszę Ci, jakiej), bo deadline coraz bliżej (dziwne, na studiach potrafiłam napisać pracę zaliczeniową dużo przed czasem i mieć gotowe 2 rozdziały magisterki, gdy inni zastanawiali się nad tytułem). Trzeba też skończyć z Regonem na szkolenie, ale to tylko 2 godzinki, nic się nie stanie. Wracamy, obiad, kawka. No i komputer. Dalej ta książką. Ale jeszcze klientowi coś miałam zrobić. Dzizas. A o 19 spotkanie z koleżanką. No dobra, na dziś wystarczy. Niedziela – nie jest już tak łatwo. Dziś mam dzień na gotowanie. To przygotowuję gołąbki, 3 godziny z głowy. Trzeba jeszcze obiad zrobić. Na szczęście Tesco (przeprosiliśmy się) przywiozło dzień wcześniej jedzenie. No to rybka. No to jemy, no to kawka. Dobra, to do pracy. Trzeba skończyć robić stronę bardzo miłej klientce. Uff, gotowe. To jeszcze zlecenia muszę freelancerom podesłać. Puff! 19. No to napiszę wpis na blogu. A potem obejrzę Prawo Agaty, a co. I nie wystarczyło już czasu na upieczenie tarty z przepisu LifeManagerki, mimo że pilnie zamówiłam wszystkie składniki.

Tak wygląda mój weekend. W tygodniu nie jest lepiej, bo ciągle jest coś do zrobienia. Ale jakoś mnie to specjalnie nie męczy, bo mam jasno wyznaczone cele. Sama praca na etacie to dla mnie zdecydowanie za mało, bo przecież moim celem jest pracować dla siebie. No to trzeba się dobrze zająć klientami, których obsługujemy z Justyną w ramach ClueGroup, trzeba też dużo czasu władować w sklep internetowy, który w przyszłości ma być głównym źródłem dochodu.

Gdybym miała tylko etat, nie mogłabym realizować swojego celu. A tak – chętnie zabieram się do pracy po pracy, bo w końcu przecież robię to, co lubię. I tak – również chodzi o pieniądze. Chyba nikt by mi nie uwierzył, gdyby tak nie było. Grunt to mieć jasno wyznaczone plany.

A jak Twój weekend? 🙂