Gdy Pan Przemysław napisał do mnie po raz pierwszy z informacją o ich nowym produkcie – byłam nastawiona sceptycznie. Dopiero w momencie, gdy wgłębiłam się w szczegóły – stwierdziłam, że to świetne i koniecznie muszę o tym napisać!

A mowa o usłudze Prze-skup. Działa na zasadzie skupu on-line – można do niej sprzedać produkty, których nie potrzebujemy, a chcemy na nich zarobić, bo przecież szkoda wyrzucić (sama już wiele razy popełniłam ten błąd – wyrzucałam różne produkty, bo były mi niepotrzebne i szkoda mi było czasu na wystawianie aukcji). Różni się jednak od typowych skupów tym, że można tam sprzedać praktycznie wszystko (sami mówią, że praktycznie wszystko, poza bronią, żywnością czy chemikaliami). Tak przynajmniej twierdzą autorzy 🙂 Może mały challenge?

prze-skup

Wszystko wydaje się być banalnie proste – zaczynamy od tego, by wycenić dany przedmiot. Nie ma sensu zakładać konta wcześniej, po co niepotrzebnie powierzać dane.  Wypełniamy formularz, podajemy dane, co chcemy sprzedać, w jakim to jest stanie, dopasowujemy do kategorii, opisujemy przedmiot i finalnie dodajemy zdjęcia.

Wystarczy, że podamy e-mail i/lub numer telefonu. Czekamy na informację o tym, jaką serwis sugeruje cenę. Jak nam nie odpowiada, to zapominamy o temacie (albo próbujemy negocjować, ponoć jest to też możliwe). Jak odpowiada – zostaje do Ciebie wysłany kurier (na koszt firmy, Ty nie płacisz nic, dla Ciebie przesyłka jest darmowa) i odbiera paczkę. Dobrze by było ją jakoś sensownie spakować 🙂

Gdy przedmiot zostanie zweryfikowany i zaakceptowany, na Twoje konto przelana zostanie gotówka w zaaprobowanej przez Ciebie wysokości.

Możesz w ten sposób przesłać tylko jeden produkt, ale możesz i kilka. I to chyba jeden z największych plusów. Dzięki temu w krótkim czasie:

  1. Pozbędziesz się niepotrzebnych w domu przedmiotów.
  2. Zarobisz więcej pieniędzy

Co jest najbardziej chwytliwe? Spytałam – smartfony, telefony komórkowe, tablety, laptopy, zegarki i sprzęt sportowy. Prze-skup uważa, że są w stanie za takie produkty zaoferować nawet 90% wartości rynkowej produktu.

No, to tak by to wyglądało w skrócie. Ale rodzą się dwie wątpliwości:

  1. Skąd wiem, że nie dostanę tylko paru groszy i czy w ogóle będzie się to opłacało? – Nie wiesz. Ale nic nie szkodzi Ci wysłać zapytanie z prośbą o wycenę. No, tracisz, może ze dwie minuty swojego życia. Wydaje mi się, że warto go poświęcić.
  2. Można przecież sprzedać produkty na aukcjach internetowych. I pewnie więcej zarobić, bo nie ma pośrednika!

No właśnie. To jest ciekawe. Bo jak produkt rzeczywiście jest świetnej jakości i mamy pewność, że błyskawicznie się sprzeda, po co zawracać sobie głowę prze-skupem? Pewnie wtedy nie ma sensu 🙂 Ale.

  • Jak mamy x produktów – to być może szybciej i sprawniej będzie wysłać to wszystko do jednej firmy i niczym się nie martwić?
  • Aukcje internetowe też są płatne – allegro to już w ogóle mega drogie. OLX wprowadza opłaty w coraz to większej liczbie kategorii. I mówimy to o kosztach zarówno samego wystawienia przedmiotu, jak i o prowizji od sprzedaży.
  • Przesyłka. Tutaj jest darmowa (dobra, mam świadomość, że jest wliczona w cenę, ale pewnie wynegocjowali naprawdę fajne stawki i dzięki temu „doliczają” cenę znacznie niższą niż przeciętny Kowalski). A normalnie musimy dodatkowo doliczyć koszt przesyłki kupującemu lub pokryć go z własnej kieszeni.
  • Może nasze przedmioty to nie jest coś, na co każdy się rzuci? Musimy mieć świadomość, że na sprzedaż niektórych produktów będziemy musieli długo czekać.

Brzmi to dobrze. Firma jest nowa, usługa też (chyba nie ma jeszcze takiej na rynku? Poprawcie mnie, jeśli się mylę), dlatego na to, jak działa będziemy pewnie musieli jeszcze trochę poczekać. Ale kibicuję temu projektowi.

Współpraca sponsorowana