Tak przy piątku, porozkminiajmy dziś sobie. Do napisania dzisiejszego wpisu skłonił mnie komentarz Homoklikusa pod wpisem o produktach, których nie warto kupować w markecie. Oczywiście temat jest dość uniwersalny, ale weźmy jako przykład mnie 🙂 (co za case)

Głównie chodziło o zdanie:

Czytnik i tablet? I Ty piszesz o oszczędzaniu :P

Dyskusja toczyła się na temat czytników e-booków, według Homoklikusa:

A przede wszystkim w życiu nie kupiłbym czytnika ebooków, Boże kto to w ogóle wymyślił O_O, to już lepiej kupić sobie Chiński tablet na którym można sobie te gazetki poczytać i po robić kupę innych rzeczy

Ja wyjaśniłam jaka jest różnica między czytnikiem a tabletem i napisałam, że mam i czytnik, i tablet. Bo oba te urządzenia służą mi do czegoś innego. No i właśnie – Czy to znaczy, że nie mogę być oszczędna, skoro mam wiele urządzeń? 🙂 Żeby nie było, odejdźmy już od Homoklikusa, który dostał trochę rykoszetem, a pewnie chciał się tylko trochę poprzekomarzać.

Moim zdaniem bycie oszczędnym może iść w parze z kupowaniem przydatnych (może niekoniecznie niezbędnych, bo i bez tabletu i bez Kindle’a bym się obyła) przedmiotów (w tym przypadku urządzeń). To wcale nie oznacza, że szastam pieniędzmi na prawo i lewo 🙂

Inaczej – gdybym, kupując ten nieszczęsny tablet i czytnik (swoją drogą czytnik był pierwszy), nie porównała nigdzie cen i kupiła te produkty impulsywnie – bez przemyślenia, czy w ogóle są mi potrzebne, oznaczałoby to, że nie jestem oszczędna.

Ale było inaczej – oba te sprzęty były przemyślane. Na Kindle’a czaiłam się tak długo, że udało mi się doczekać promocji i kupić go za 59$ (Ok, plus cło czy jakieś tam jeszcze inne podatki, przesyłka i wyszło prawie 100$, to nadal naprawdę tanio). Tablet dostałam za parę złotych do abonamentu, który de facto wynosi mnie miesięcznie 25 zł.

Zostawmy już tę elektronikę i idźmy dalej

Zbyt skrajne oszczędzanie i żałowanie sobie na przyjemności, bardzo szybko może przeistoczyć się w skąpstwo (o różnicach pisałam tutaj). A skąpy człowiek, to nieszczęśliwy człowiek. Wyobrażasz sobie, że podczas niedzielnego, letniego spaceru, odmówisz sobie albo swojemu dziecku kupna lodów? Bo szkoda pieniędzy? (mimo że je masz?), albo że nigdy nie chodzisz do restauracji, bo za drogo? (mimo że Cię stać?). Można by tak wymieniać.

A przecież w życiu właśnie chodzi o te momenty przyjemności. A w oszczędzaniu o to, żeby móc sobie na nie pozwolić.

I to, że sobie na nie pozwalamy, wcale nie oznacza, że nie jesteśmy oszczędni. Powiem więcej, gdybyśmy nie byli, to nie moglibyśmy sobie na nie pozwolić.

A co Ty o tym sądzisz? Pozwalasz sobie na zakupy, które nie są Ci niezbędne, ale przydają Cię w Twoim życiu? Lub umilają chwile?