Dziś po raz kolejny dzwoniła do mnie Pani z call center Orange (a raczej jednej ze współpracujących z nimi firm) i po raz kolejny chciała mnie namówić na przedwczesne przedłużenie umowy. Od pewnego czasu można to robić już pół roku wcześniej i wtedy też otrzymałam pierwszy telefon. Moja umowa wygasa w drugiej połowie grudnia. I zastanawiam się czy abonament czy karta.

No właśnie. Czy to jest już czas, żeby koniecznie zawierać nową umowę? Oczywiście, że nie. Po co? Przecież do grudnia może się pojawić milion nowych ofert.

I to skłoniło mnie do napisania tego tekstu. Mały, choć jednak sens, jest przedłużać umowę pół roku wcześniej, gdy chce się zmienić telefon. Ale i to od dawna się w telekomach nie opłaca. No, chyba że ktoś potrzebuje jakiegokolwiek telefonu, jest jeszcze parę ofert za złotówkę. Wszystkie droższe telefony to po prostu dokładana do abonamentu rata za telefon.

Dla mnie w abonamentach nigdy nie było sensownych telefonów w rozsądnych cenach w salonach telefonii komórkowych. Bo od zawsze potrzebuję mieć dobry sprzęt. I nigdy, gdy proponowano mi telefon, nie pojawił się żaden sensowny model. Obecnie mam już trochę leciwego iPhone’a 5s, ale ten, paradoksalnie, nadal jest drogi w takim np. orangu.

A nowy iPhone 6S wychodzi o jakieś 500 zł drożej niż gdybym go sobie kupiła oddzielnie. Nawet na raty, bo tak by to było w przypadku wzięcia telefonu do abonamentu.

Mam teraz abonament, za który płacę jakieś 45 zł miesięcznie. Mam w tej cenie nielimitowane wszystkie rozmowy i SMS-y + 5 GB internetu. Wydaje mi się, że to całkiem niezła oferta jak na coś zawieranego 20 m-cy temu. Ale teraz wiem, że mogę znaleźć tańsze rozwiązania. Nawet pozostając w Orange. Po prostu przejść na kartę. Tak naprawdę to czy to abonament czy karta nie ma dla mnie kompletnie znaczenia, bo mogę sobie przecież i tak zautomatyzować doładowania konta co miesiąc, co będzie pozorowało abonament.

Ważna jest jeszcze kwestia jakości zasięgu. Nie chcę tutaj jechać po niektórych, ale wiem, że są sieci z lepszym i gorszym zasięgiem. A nie chcę się martwić, że nie mam internetu tylko dlatego, że jestem na jakimś odludzi (podczas gdy inni zasięg internetu mają, bo tak, są jeszcze miejsca w Polsce, gdzie nie ma ani internetu ani sygnału telefonicznego nikt).

Abonament czy karta?

To nie są czasy, gdy „karta mi się skończyła” i nie można było zadzwonić do mamy. Teraz na kartę też się ma pakiety, a w tych pakietach wszystko jest w cenie. Trudno więc tutaj „zawsze dostępny” abonament traktować jako atut.

A i jeszcze jedno. Mam jeden numer – zarówno do celów prywatnych (już bardzo rzadko używany do tych celów, wyparł go facebookowy messenger), jak i firmowych, więc interesuje mnie oferta dla firm, a paradoksalnie, oferty abonamentu na firmę są droższe niż dla osób fizycznych nieprowadzących DG, patrz PLAY. Czasem są to trochę wyższe kwoty, a czasem po prostu przy firmie kwota brutto zamienia się w netto. No to jasne, mogę sobie to wrzucić w koszty. Ale to już bardziej opłaca mi się doładowywać telefon na kartę w tej samej cenie, w której mają je osoby fizyczne i fakturę za doładowanie sobie odliczyć.

Żeby nie było, nie mam nic przeciwko abonamentowi, jeszcze nie podjęłam decyzji. Po prostu rozkminiam wady i zalety i widzę, że nie ma tutaj jakiegoś wyraźnego faworyta. Chętnie poznam Wasze zdanie – ku czemu się składacie? Co jest dla Was lepsze? Abonament czy karta? Macie sentyment czy wybieracie to, co jest aktualnie na rynku najlepszą ofertą?